praca za granica

[Sláinte] Bez magistra praca od zaraz…

Pierwsze doświadczenia z zagranicznym rynkiem pracy mogą być czasami jak zderzenie z pędzącym pociągiem. Czasami jednak warto do tego pociągu wskoczyć nawet, gdy ktoś na pierwszym spotkaniu prosi Cię o wymazanie Twojego doświadczenia zawodowego.

Moje pierwsze lądowanie na Zielonej Wyspie osłodziły oklaski osób lecących ze mną samolotem. I pomyślałem: „Cieszą się, że udało się wylądować, czy, że rozpoczynają rozdział w swoim życiu?” 😊

W głowie cel był jasny „Dotrzeć do wynajętego pokoju i zacząć szukać pracy. Im szybciej tym lepiej!”

 


Jeżeli nie czytałeś mojego poprzedniego wpisu, zanim zagłębisz się w tę historię poświęć chwilę na:

>> [Sláinte] Krótka historia jednej decyzji…

Dzięki temu będziesz miał pełniejszy obraz mojej irlandzkiej przygody.


Dzisiaj pominę kwestie formalne i skupię się jedynie na pierwszych doświadczeniach związanych z rynkiem pracy. Otrzymanie numeru PPS oczywiście jest ważne, ale raczej nie spędza snu z powiek. Po lądowaniu w obcym kraju włącza się „zombie mode” pod tytułem „Praca…Praca…Praca…”

Gdy wylądowałem w Dublinie w kieszeni miałem 700 euro, co było w 2006 roku równowartością wynajmu pokoju na 2 miesiące. Jeżeli doliczysz do tego opłaty i jedzenie (no nie da się nie jeść przez tyle czasu po prostu 😊) to w efekcie tego czasu  było znacznie mniej.

Dla porównania w 2018 to samo 700 euro wystarczy zaledwie na 1 miesiąc i w niektórych przypadkach może być mało (w Dublinie)

Magister? No nie wiem…nie wiem…

Motywacja do szukania pracy była duża. Współpraca z Evening Heraldem była na zasadzie „freelancingu”, czyli miałem płacone za artykuły, które się ukazały.

Pieniądze, o których wspominałem w poprzednim poście nie wyglądały już tak imponująco, gdy wszystkie rachunki również trzeba było płacić w Euro.

Po wizytach w dwóch agencjach pracy przyszła pora na pierwszą lekcję: „Wykształcenie może przeszkadzać w otrzymaniu pracy” 😊 Tak…tak…nie zawsze papierek wyższej uczelni otwiera bramy do raju…

Wykształcenie może przeszkadzać w otrzymaniu pracy

W pierwszej agencji od razu na wejściu szybki strzał „Za duże kwalifikacje na oferty pracy, które mamy w swojej ofercie”

W drugiej agencji krótka piłka: „Usuniesz wyższe wykształcenie ze swojego CV – masz pracę od jutra

Musiałem to wszystko szybko przetrawić, bo nie ukrywajmy, po doświadczeniach na rynku pracy w Polsce, gdzie nawet od sprzątaczki wymaga się wyższego wykształcenia, cały świat został wywrócony do góry nogami.

Do głosu doszedł rozsądek. W Irlandii wypłata jest płacona głównie w systemie tygodniowym (wówczas były to czeki) i każdy przepracowany tydzień przedłużał mój pobyt w Irlandii o…kolejny miesiąc. Miałem więc czas i spokój na poszukiwanie czegoś lepszego.

W czasach gdy płaca minimalna wynosiła  €7.65/godzinę z agencji otrzymałem €9.50/godzinę. Pierwsza „etatowa” praca była więc na 2 tygodnie w magazynie zajmującym się dystrybucją wysokiej jakości narzędzi budowlanych.

Gdzie jesteś? Chcieli Cię zostawić na stałe…

Wiem, że są osoby, które nigdy nie podjęły by się pracy fizycznej po latach spędzonych z biurkiem i wolałyby siedzieć na socjalu dopóki nie trafi się coś na miarę ich talentu…😊, ale ja nie mam z tym żadnego problemu.

Mało tego, dzisiaj z perspektywy lat bardzo chętniej korzystam w opcji pracy tymczasowej, gdy jestem „pomiędzy etatami” i potrzebuje resetu. Najdłuższy okres rekrutacji na stanowisko, na które aplikowałem trwał…8 miesięcy i chyba był oszalał, gdybym miał tyle czasu bezczynnie siedzieć 😊

Wracając jednak do pracy w  magazynie. Jak wspominałem firma potrzebowała 5 dodatkowych osób w okresie wzmożonej sprzedaży. No i rozpocząłem swoją emigracyjną przygodę o pakowania wiertarek i różnych innych cudeniek do kartonów.

W tym czasie zostałem autorem rewolucji cyfrowej w firmie, kiedy okazało się, że funkcję „Prawy przycisk myszy – Kopiuj – Prawy przycisk myszy – Wklej” można było zastąpić „CRTL+C  oraz CTRL+V”.

Wbrew pozorom przepchnięcie tego innowacyjnego rozwiązania nie było łatwe 😊

Dwa tygodnie minęły szybko i pod koniec tego okresu pojawiła się okazja spotkać z pracownikami Evening Heralda i porozmawiać „twarzą w twarz”. I tak w piątek zamiast po raz ostatni spakować moje ostatnie zamówienie – pojechałem na spotkanie.

Po południu telefon z agencji pracy: „Marcin, gdzie ty jesteś? Dzwonili z firmy i chcieli Cię zostawić na stałe, a Ty nie przyszedłeś…”. Powiedziałem tylko, że nie lubię czekać do ostatniej chwili i umówiłem się na kolejne spotkanie, dzięki któremu będę mógł dostać lepszą pracę.”

Być może nazwiesz to brawurą albo głupotą. Ja po latach spędzonych na emigracji wiem, jak łatwo jest jednak wpaść w pułapkę tymczasowości, gdy „na chwilę” staje się nagle 10-latami spędzonymi w jednej firmie. Ja niekoniecznie chciałem je spędzić w magazynie…

Emigranci rzadko proszą o więcej

A jednak do magazynu wróciłem 😊 W ofercie pracy bezpośrednio dla firmy pojawiła się stawka €11.20/godzinę. To dawało spory zastrzyk oszczędności. Szczególnie, że po 3 miesiącach miała do mnie dołączyć moja dziewczyna (obecnie żona) Agnieszka.

Potrzebowałem zapasu pieniędzy, który zapewni nie tylko mi pieniądze na czynsz i jedzenie, ale również zagwarantuje jej komfort spokojnego poszukiwania pracy po przyjeździe.

W tym czasie nauczyłem się kolejnej lekcji dotyczącej pracy na emigracji: „Wszyscy lubią Polaków pracujących za stawkę minimalną, bo rzadko proszą o więcej”.

Krótkoterminowa praca przez agencję ma to do siebie, że można otrzymać wyższe wynagrodzenie, niż osoby pracujące na kontrakcie. Tak było i w moim przypadku.

Gdy wróciłem po „okresie próbnym” różnica była jeszcze wyższa. W czasie pracy niemal codziennie wysłuchiwałem narzekania na wysokość wypłaty oraz o ty, że nadgodzin wcale nie opłaca się robić, ponieważ podatek sprawia, że za każda nadgodzinę otrzymywało się mniej pieniędzy „na rękę” niż za normalne godziny pracy.

Tak…tak…narzekanie do polska domena, którą szybko przenosimy na międzynarodowe grunty. 😊 Brakuje w tym wszystkim jednego – rozmowy z odpowiednią osobą, która może to zmienić i dać podwyżkę.

Gdy odchodziłem z pracy i poleciłem brata na moje miejsce – otrzymał moją stawkę – pozostali nadal tkwili w miejscu. Gdy on odchodził od słowa do słowa okazało się, że „nowy” zarabiał więcej niż starzy wyjadacze. Co zrobili wyjadacze? Zamiast rozmawiać – rozdarli koszule na klacie i odeszli z firmy…

Jeżeli więc sam nie zapytasz o podwyżkę i jej nie umotywujesz – nie oczekuj, że dostaniesz ją sam z siebie.

Makiety rysowane na papierze firmowym

Jak już wspomniałem wcześniej nie zamierzałem skończyć swojej przygody w Irlandii w pierwszej firmie, w której otrzymałem ofertę pracy. Cały ten czas poświęciłem na analizowanie rynku mediów polonijnych i spotykałem się z ich właścicielami.

Otrzymałem nawet ofertę pracy w jednej z nich i wypłata była porównywalna z tym, co miałem w magazynie. Super oferta powiesz – mogłeś zamienić ciężkie trepy z powrotem na pracę dziennikarza. No niestety po tej rozmowie miałem zupełnie inne przemyślenia (zostawię je dla siebie) i jej nie przyjąłem.

Po wyjściu z tego spotkania znowu w mojej głowie coś zaiskrzyło 😊 (chyba spawaczem niedługo zostanę przez te wszystkie iskry…). Zauważyłem niszę w, naszpikowanym już wówczas rozmaitymi tytułami, polonijnym rynku medialnym.

Pierwsza firma i „Nasz Głos” 

Pierwsze szkice nowej gazety powstawały na przerwach obiadowych w pracy i rysowałem je na papierze firmowym. Oczywiście pierwsze makiety mam zachowane na pamiątkę.

I znowu JEDNA DECYZJA!

Zaplanowane i wykonane. Tak właśnie zrodził się pomysł na pierwszy bezpłatny tygodnik polonijny „Nasz Głos”, który ukazuje się do dziś.

O ty, jak zakładałem swoją pierwszą firmę w Irlandii i etapach rozwoju gazety napiszę w kolejnym odcinku mojej historii.

Jeżeli podobało Ci się ten wpis i uważasz, że informacje w nim zawarte będą przydatne dla kogoś z Twoich znajomych – nie krępuj się – udostępnij linka do tekstu i podziel się wiedzą.

Podobają Ci się wpisy na naszym blogu? Kliknij „Lubię to” w boxie Facebooka w prawej kolumnie bloga.

DARMOWY ROZDZIAŁ

Nie musisz od razu kupować. Możesz wcześniej spróbować. Wpisz swoje dane kontaktowe, aby otrzymać bezpłatnie rozdział książki na swoją skrzynkę e-mail.

“Emigracja dla Każdego” – Praca za granicą bez tajemnic

Można już kupić moją książkę „Emigracja dla Każdego” w wersji ebook. To solidna porcja praktycznej wiedzy niezbędnej każdemu, kto myśli od wyjeździe do pracy za granicą. To informacje, które nie tylko pozwolą Ci przygotować się do emigracji, ale również w szybki sposób znaleźć pracę.

To poradnik, który przed wyjazdem powinien przeczytać każdy emigrant.

Przejdź na stronę książki
emigracja dla kazdego ebook
Add to Cart

Pobierz Darmowy Rozdział

Planujesz wyjazd za granicę? Pobierz darmowy rozdział poradnika, który powstał właśnie z myślą o Tobie! Wpisz swoje dane kontaktowe, aby otrzymać bezpłatnie rozdział książki na swoją skrzynkę e-mail. Zero spamu – tylko informacje o nowych wpisach. W każdej chwili możesz wypisać się z newslettera.

Tylko informacje związane z emigracją. Możesz się wypisac w każdej chwili Powered by ConvertKit
2018-06-13T20:18:57+00:00

About the Author:

Leave A Comment